Kaleidos – recenzja gry bez prądu

Kaleidos – recenzja gry bez prądu

To nie jest dla osób z płytką wyobraźnią. Kaleidos umożliwia rozgrywkę na wielu polach – gracz może nie tylko szukać przedmiotów wedle określonej literki, ale także wedle własnych kategorii, np. odnoszących się do transportu, węchu lub elementów nadnaturalnych.  Nazwa planszówki inspirowana od wynalazku szkockiego fizyka, Davida Brewstera, który w 1816 roku wynalazł kalejdoskop umożliwiający pokazanie jednego obrazu w kolorowych szkiełkach zwielokratniających obrazek. 

Planszowa propozycja od krakowskiego wydawnictwa Trefl wzbogaca nasze słownictwo, pobudza wyobraźnię, a także wzmaga spostrzegawczość i koncentrację. Przyjemna gra oparta o elementy rywalizacji i bystrości, która powinna spodobać się rodzinom z nieco starszymi dzieciakami. Kaleidos to doskonała propozycja dla miłośników gier słownych na czas.

Zawartość pudełka i wykonanie

Zawartość pudełka, biorąc pod uwagę rozmiar paczuszki, może okazać się nieco rozczarowująca. Środek skrywa 20 barwnych kart, pakiet kart z literkami alfabetu, jedną mini klepsydrę do odmierzania czasu, cztery ołówki, jeden notesik oraz cztery sztalugi. Zalety? Przede wszystkim kolorowe plansze, na których znajduje się dosłownie wszystko i nic! Niby wiele się na nich dzieje, niby wiele przedmiotów jest poukrywanych, ale jak  dojdzie już do rozgrywki to się okazuje, że ciężko jest znaleźć coś sensownego z nazwy na daną literkę. Bardzo praktyczne okazały się stojaczki, nie trzeba podtrzymywać sobie ilustracji ani też ukrywać jej przed innymi. Do wad zaliczam ponownie zbyt duże pudełko – wystarczyło wyprodukować takie na wymiary głównych kart. I właśnie – te ostatnie mimo, iż kuszą  wizualnie, to są wydrukowane na niezbyt grubym papierze. Mogłyby być grubości kartonika, wszak będą w użytku wielokrotnie.

Jak wyglądają elementy w rzeczywistości możecie zobaczyć na filmiku tutaj

Przebieg rozgrywki

Celem rozgrywki jest zdobycie jak największej ilości punktów za zaobserwowane i zapisane na karteczce przedmioty. Na początku rozkładamy plansze na cztery stosy po pięć sztuk każdy wedle numerków. Każdy uczestnik otrzymuje po sztaludze,, karteczce do zapisywania oraz ołówku. Gra rozpoczyna się w momencie wylosowania literki alfabetu ze stosu kart i startu klepsydry – wówczas każdy uczestnik bierze planszę i zaczyna wypisywać znajdujące się na niej rzeczy rozpoczynającej się na wylosowaną literkę (np. „R”). Po upływie czasu następuje podliczenie punktów (po 1za powtarzającą się u innych nazwę, po 3 na nazwę występującą raz) i wymiana planszy na drugą stronę, a także wylosowanie nowej literki z talii kart. W ten sposób rozgrywamy 10 rund i kończymy rozgrywkę. Wygrywa ta osoba, która ma najwięcej punktów.  Kaleidos umożliwia rozgrywkę wieloosobową – wówczas łączymy się w pary i każdy zapisuje słowa. Największa trudność? Znalezienie pierwszego słowa – to jest naprawdę wymagające! Klepsydra wskazuje mniej niż 60 sekund, w ciągu których średnio udało mi się znaleźć 2-4 słowa na każdej planszy i uwierzcie mi, to jest naprawdę dobry wynik.

Dla kogo jest Kaleidos?

Kaleidos to dość szybka i dynamiczna planszóweczka – jej rozegranie nie zajmuje więcej niż 30 minut. W przeciwieństwie do Kaleidos Junior, jej dorosła wersja jest dedykowana zarówno dla nastolatków, jak i nieco starszej młodzieży. Mimo kreskówkowych ilustracji na planszach wiele się dzieje i jest obecnym wiele ciekawych, kulturowych nawiązań, jak chociażby logo z epoki dzieci-kwiatów lub postać Spocka ze Star Treka. Wielokrotnie nagradzany zagranicą tytuł, który postał w 1994 roku inspirowany nieco grą państwa-miasta, który otrzymał wyróżnienie w kategorii gry imprezowej, grafik koncepcyjnych oraz gry o wartościach edukacyjnych dla dzieci 9+. Młodsze dzieciaki mogą kojarzyć Kaleidos z komputerowym odpowiednikiem flash typu „szukaj i wskaż”.  Prosta, słowna gra, która na pewno spodoba się miłośników Scrabble oraz Upwords.

Kaleidos pokochają pochłaniacze książek z racji dużego zasobu słownictwa a nienawidzą ci, którzy nie cenią gier na czas i wymagających odrobiny ruszenia głową. Ach, wolne pisanie odpada, tu trzeba zasuwać ołóweczkiem szybciej niż podczas dyktanda na języku polskim.


Recenzja pierwotnie ukazała się na portalu Ostatnia Tawerna.

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


avatar