Reykholt – recenzja gry planszowej

Reykholt – recenzja gry planszowej

No dobra, tak naprawdę wcale nie trzeba wyjeżdżać do wsi Reykholt na Islandii, by móc uprawiać marchewkę albo kalafiory, jednak nie sposób odmówić twórcy omawianego tytułu, Uwe Rosenbergowi, magicznego klimatu i swojskości, jakie niesie ze sobą jego najnowsza propozycja. Planszówka, oparta na mechanice worker placement i z rozsądnym poziomem trudności, plasuje się naprawdę wysoko na liście familijnych gier ekonomicznych. Dlaczego warto sięgnąć po grackę i zacząć kopać grządki pod kapustę na nordyckiej ziemi?

Miejsce akcji: Islandia!

Islandia to wyspa pokryta lodem i licznymi wulkanami. Dzięki swojej wyjątkowej energii geotermalnej to prawdziwy raj zarówno dla hodowców owiec, jak i rolników uprawiających warzywa. Reykholt, niewielka miejscowość licząca zaledwie pięćdziesiąt sześć osób (według danych z 2018 roku), w średniowieczu stanowiła jeden z ważniejszych ośrodków religijnych i kulturalnych wyspy. To właśnie tutaj rozgrywa się akcja naszej gry: wcielamy się w rolników rywalizujących między sobą o uprawę jak najlepszych warzyw. Brzmi nudno? Niekoniecznie, bowiem Reykholt to gra dla osób powyżej dwunastego roku życia, która opiera się na mechanice worker placement.

Zawartość pudełka

Portal Games od zawsze dbał o każdy szczegół swoich produktów, nie inaczej jest z omawianym tytułem. Pudełko skrywa w sobie jedną dwustronną planszę (w wersji dla od jednego do dwóch graczy oraz dla od trzech do czterech graczy), pięć skrzynek na warzywa, zakrywający kafelek, cztery pionki graczy, dwanaście pionków pracowników (plus dopasowane do nich naklejki), osiem kafelków rundy, czterdzieści kafelków towarów, sto sześćdziesiąt znaczników warzyw (czterdzieści pomidorów, trzydzieści sześć sałat, trzydzieści dwa grzyby, dwadzieścia osiem kalafiorów oraz dwadzieścia cztery marchewki), trzydzieści sześć kart usług, trzydzieści cztery karty przygody, dwadzieścia trzy karty szklarni oraz cztery karty gracza. Całość jest naprawdę bardzo dobrze zilustrowana, grafika przyciąga i cieszy oko, przypominając nieco elementy z baśniowej krainy. Nie ma tu nachalności rustykalnego klimatu i jednocześnie wyczuwa się swojskość dzięki kreskówkowej kresce Lukasa Siegmona.

Sprawdźcie zresztą sami, jak sam Portal Games, który patronuje dziełu Rosenberga, zachwala omawiany tytuł:

Jak się gra w Reykholt?

Cel gry to dotarcie na najdalszy stół. W każdej turze możliwe jest odrzucenie lub dobranie konkretnych warzyw, jakie umożliwią nam wędrówkę po planszy. Cała rozgrywka zajmuje siedem rund, na jaką składa się na:

  • czas pracy pracowników: sadzimy rośliny, budujemy szklarnie, dobieramy karty przeciwników lub przesuwamy pionki po torze,
  • czas zbiorów: zbieramy warzywa, po jednym z każdego pola,
  • czas zwiedzania: odrzucając plony, przesuwamy się po torze punktacji,
  • czas powrotu: zmiana rundy, zebranie pracowników i przygotowanie do kolejnego etapu.

Jak wspomniałam, Reykholt to gra typu worker placement, podobnie jak Solenia: nie sposób tu wszystkiego przewidzieć, trzeba kalkulować, czy lepiej inwestować w rośliny, budowę szklarni czy może zbieranie bonusów. Długoplanowe planowanie na wielu polach jest najbardziej opłacalną strategią. Gra okazała się bardzo przyjemna, nie ma tu typowej losowości, wszystko bowiem opiera się na przemyślanych ruchach. Nie będę omawiała samej rozgrywki – tutaj znajdziecie dokładną instrukcję gry i jej przebieg –prosta, zwięzła i zrozumiała. Zapoznanie się z nią nie zajmie więcej niż dziesięć minut.

Jak wygląda tryb solo? Po prostu wcielamy się w postać przeciwnika i wykonujemy za niego ruchy. Sam Reykholt jest mocno regrywalny, bowiem karty umożliwiają zarówno ich współdzielenie z sąsiednim graczem, jak i w trybie kampanii. Nieco więcej wyzwania wprowadza tryb przygody, który podkręca nutkę rywalizacji i nieco miesza w spokojnej dotychczas uprawie warzyw.

Karty rywalizacji zostały osobno zapakowane z instrukcją, aby ich nie otwierać przed rozpoczęciem podstawowej wersji gry. Nic dziwnego, wprowadzają one nowe scenariusze rozgrywki oraz kilkanaście ulepszeń (szesnaście nowych usług) i wydarzeń (dwanaście kart), jakie potrafią sporo namieszać. Nie ma tu już prostej zasady, że wygrywa ten, kto dotrze najdalej – teraz zwycięzcą może stać się ten, który posiada konkretne warzywa lub stoi przy określonym stole. Nowy cel z pewnością nie tylko podnosi poziom trudności gry, ale także zaostrza rywalizację między graczami.

Reykholt – czy warto kupić?

Tak naprawdę omawiany tytuł jest zaskakujący, biorąc pod uwagę inne propozycje od Uwe Rosenberga. Uczta dla Odyna, Módl się i pracuj czy Kawerna były bardzo złożonymi grami dla naprawdę wymagających graczy, zaś Reykholt pozwala przewidzieć część posunięć rywali i zaplanować kilka ruchów do przodu. Jednocześnie dobrej mechanice towarzyszą nieskomplikowane zasady. To nie wielogodzinna posiadówka przy kuflu piwa, lecz zabawa trwająca około trzy do czterdziestu pięciu minut. Z pewnością wiele miniakcji, wykonywanych podczas każdej rundy sprawia, że nie jest to planszówka banalna czy wręcz trywialna.

Lubisz Agricolę lub Le Havrę? To z pewnością pokochasz Reykholt! To tytuł dla graczy niekoniecznie obytych w zaawansowanych tytułach, celujący bardziej w początkujących i średniozaawansowanych miłośników planszówek. Przyjemna i angażująca rozgrywka wypada dobrze zarówno w duecie, jak i w wersji dla czterech osób.

Piękne i klimatyczne ilustracje, wysoka jakość wykonania i dbałość o detale, a także proste zasady sprawiają, że Reykholt to idealna gra ekonomiczna dla rodzin oraz początkujących i średniozaawansowanych graczy.

Recenzja ukazała się najpierw na portalu Popbookownik 🙂

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  


avatar